środa, 22 kwietnia 2015

3.

Wczoraj, gdy moje zdrowie psychicznie drastycznie zanurkowało w stronę siedmiu kręgów, wpadłam na wyjątkową metaforę odnośnie swojej osoby, która perorowała coś o wydmuszce, którą stłuczono, następnie sklejono, a powstały labirynt krzywizn stworzył mapę mej krzywdy. Jest godzina 9, właśnie dopiłam herbatę i stwierdzam, że brzmi to bardzo idiotycznie.

Jednak czy kiedykolwiek wkurwiło was coś tak mocno, że wyłączyliście się na bodźce zewnętrzne, jakby nadmuchany balon skrył was w swoim napęczniałym wnętrzu? Podobno ćwiczenia redukują stres, staram się więc być codziennie jak najbardziej aktywna fizycznie, lecz wczoraj wpadłam w cielesny marazm i sądzę, że gdybym przejechała dłoń żelazkiem, nie zorientowałabym się od razu. Dziwny stan, a trzeźwienie z niego nie było przyjemne.

Jedyny plus, jaki dostrzegam o tej porze dnia, to fakt, iż regularnie przyjmowane przeze mnie środki przeciwbólowe kompletnie uodporniły mnie na menstruacyjny sabotaż mojej macicy. Nie zamieniłam się w łkający embrion, to całkiem niezły achievment.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz